niedziela, 24 sierpnia 2014

Loom Bands



Hej! Ostatnio (czyt. wczoraj) zakupiłam torebeczkę tych całych "Loom Bands" czyli bransoletek z gumek. 
I muszę powiedzieć, że bardzo przyjemnie się je robi. Oto kilka moich 'dzieł' ^^

PS. Na razie tylko te podstawowe, bo nie mam krosna, ale niedługo będą i fishtail'e i te multicolorowe i wgl. ^^


Mam nadzieje, że się podobają, na razie i cześć! :D

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Parę wakacyjnych rysunków ^^

A oto kilka rysunków:

Drzewo u dziadków

Taki tam se wilczek

Taki pomniczek u cioci

Pies dziadków od tyłu

I dziewczyna na polowaniu. Coś mnie ostatnio wzięło na polowania xD

Mam nadzieje, że się podobają, papatki! ^^

Rozdział 1 (?)

Co to ma być?! Gdzie posty?! No tak, sorry, sorry, ale na prawdę te wakacje mam zawalone wszystkim! ;-;
Jednak ostatnio sporo rysowałam i najlepsze rysunki postaram się wstawić, a teraz... zacznę pisać opowiadanie! Dam! Daam! Daaaam! 
Z góry mówię, że nie jestem w tym dobra :/ Ale co ta! Dla jaj coś tam można wstawić! xD

Rozdział 1

    Czy kiedykolwiek czuliście, że niebezpieczeństwo jest blisko? To trzeba wyćwiczyć.  Za każdym razem gdy ma się zdarzyć coś złego ja to po prostu czuje. A czułam to dzisiaj. Od samego rana odczuwam  coś niepokojącego. Oczywiście nie dałam tego po sobie poznać. Mój ojciec pewnie i tak, by się nie przejął. Uznałby , że pewnie stresuje się nadchodzącym deszczem, czy czymś podobnym. Jednak ja potrafię odróżnić deszcz od czegoś większego. Tylko nie wiem czego.
    Siedziałam teraz na zasłoniętym wieżą kawałku muru i patrzyłam za horyzont.  Moja matka w dzieciństwie opowiadała mi różne historie o odległych krainach. Teraz jestem „za stara” na takie bajki i niewierze w nic co było w nich zawarte, ale miło było ich posłuchać. Słońce już zachodziło. Trzeba było wracać. Chodź nie chętnie, zwróciłam się w stronę stromej drabiny. Jedynego zejścia z muru.  Los mi nie sprzyjał, gdyż przed moimi oczami ukazał się mój kuzyn. Nie miałam ochoty na gadanie o szczęściu, kwiatkach i jednorożcach… a prawdopodobnie z tego składa się jego cały świat. W sumie był młody, ale jednak… nieważne. Jest on naprawdę niewielki i ma śmieszne, krótkie, opadające na twarz blond włosy.
- Czego chcesz? – spytałam i zacisnęłam wargi.
- Wiesz co? Podobno za kilka dni będą zapisy do szkoły rycerskiej!
- No i co z tego? I tak cię ojciec nie puści.
- Wiem. – Posmutniał  – ale zawsze można pomarzyć.
- Sorry Timmy, ale nie mam dziś ochoty na rozmowy. – powiedziałam i skierowałam się ku mojemu domu. Odwróciłam się na chwilę. Nie mam nic przeciwko młodemu, ale czasami wkurza swoją wieczną radością i zapałem do wszystkiego. Według mnie świat nie jest idealny i nie ma się z czego cieszyć. Prawdopodobnie dopiero po śmierci każdy, który kogoś stracił przestanie czuć przenikliwe kłucie w sercu, które niestety nie ustaję z wiekiem. Eh… koniec tego. Czas wrócić do rzeczywistości. Westchnęłam cicho i już wyciągałam rękę ku drzwiom, gdy usłyszałam dobrze mi znany dźwięk.  
    Ciche Tik, Tak, Tik, Tak… Dźwięk cichy, ledwo słyszalny i niezwykle denerwujący. Nie należał do zegara. Jeśli nie do zegara, to do… bomby! Bomby zegarowej. To było pewne. Wsłuchiwałam się chwile po czym odwróciłam się gwałtownie. Nic nie zauważyłam. To raczej oczywiste. Przecież wróg nie położyłby bomby na wierzchu. Musiałby być kompletnym idiotom. Wbiegłam do wieży, żeby znaleźć mojego brata. Jest wysokim, muskularnym chłopakiem… To znaczy mężczyzną. W tym roku skończył dwadzieścia lat. Ma czarne włosy, tak samo jak i oczy. Zazwyczaj przebywa tutaj czyli w wieży obronnej, albo w szkole. Tej samej do, której chciałby się dostać Timmy. Wbiegłam do pokoju, ale nikogo nie zastałam. Nie wiem co się stało. Wiem tylko, że nie można stresować całej gildii. Mogłam się przesłyszeć… A może jednak powinnam wszystkich zawiadomić. Mogła to być broń masowego rażenia, która jednym wybuchem może zniszczyć całe miasto. Albo może ich być kilka i wyjdzie na to samo. Obstawiam drugą opcje. Mojego brata nigdzie nie było. Taty tak samo.
    W każdym razie było już za późno… Tykanie przyśpieszyło. To mogło znaczyć tylko jedno. Niezwykle szybko wybiegłam z pomieszczenia. Postanowiłam chronić tych, których się dało. Za drzwiami obejrzałam się wokoło. Na innej wieży stał mój brat i spojrzał na mnie porozumiewawczo. Westchnęłam. On będzie próbował ratować mieszkańców. Wierze, że nic mu nie będzie, ale wolałabym mu pomóc. Na jedno pytanie mam odpowiedź, tylko gdzie jest mój ojciec?
    Nie mam teraz na to czasu. I tak, ja się dla niego nie liczę. Po śmierci mojej matki przestał się interesować i mną i moim bratem. Niesamowite jak śmierć żony mogła zamienić miłego ojca we wrednego i zamkniętego w sobie idiotę. W każdym razie, na nim zależy mi najmniej. Nie pamiętam za dobrze jaki był przed śmiercią mamy. Byłam jeszcze młoda i nie rozumiałam co się stało. Tykanie jest coraz szybsze. Powinnam uciekać, ale nie zrobiłam tego. Czemu? Bo zobaczyłam Timmy’ego na płocie przy szkole. Przypatruje się czasem jak starsi od niego ludzie się uczą. Pobiegłam, więc w jego stronę. A czemu go ratuje?Bo to tylko dziecko i samo sobie nie poradzi. Poza tym znam jego matkę i wiem jak to jest stracić kogoś kto jest dla ciebie ważny. Nie ważne czy ona zginie, raczej nie chciałaby go  spotkać po śmierci. Jeśli to w ogóle możliwe. Biegłam, więc ile sił mam w nogach. Złapałam Timy’ego i ruszyłam w stronę głównego wyjścia. 
- Co się dzieje!? – Timmy zaczął się wyrywać.
- Musimy uciekać! W gildii są bomby. – powiedziałam – Mój brat ewakuuje resztę.
- Co z moimi rodzicami!?! – zapytał. Nie był taki głupi, wiedział co znaczy słowo bomba i co ona może wyrządzić za szkody. – Nic im nie będzie?! – dodał i wyrwał rękę z mojego uścisku. Spojrzałam na niego i nic nie odpowiadałam. Bo co niby mam powiedzieć dziesięciolatkowi. „Wybacz Timmy, ale nie wiem. Najprawdopodobniej zginą przy pierwszym wybuchu”. No właśnie.
- Timmy, po prostu chodź. – Ten niechętnie ruszył za mną. Wybiegłam przez główne wyjście razem z nim. Po czym skoczyłam w najbliższe krzaki. Dosłownie w tej samej chwili wybuchła pierwsza fala. Wybuch był niezwykle silny. Ziemia się zatrzęsła. Może bomby były ukryte w ziemi.  Za mojego życia nie było równie wielkiego wybuchu. Tym razem Alexander się postarał. Raczej na pewno nic nie uratujemy. Obróciłam się na plecy. Podniosłam powoli głowę i ujrzałam miasto otoczone wielkim kamiennym murem, które stoi w płomieniach. Słyszałam krzyki i płacz. Już nie raz ten dźwięk docierał do moich uszu, ale teraz był silniejszy. I to o wiele. Moje osobiste zwierzenia nie trwały nawet pół minuty. W takich okolicznościach nie można zwlekać. W każdej chwili Czerwone Smoki mogą się tu dostać.
- Chodź Timmy! Trzeba znaleźć schronienie. – powiedziałam i wskazałam ręką kierunek, w którym według mnie powinniśmy się udać. Jak zwykle północ.
    Timmy ruszył za mną. Niechętnie, ale ruszył. Szłam cicho przed siebie, z on tuż za mną. Młody chłopak ciągle patrzył się w stronę gildii. Szkoda mi go było. To tylko dziecko, a musiało oglądać coś takiego. Ja ledwo to zniosłam. No właśnie… Ja jestem Colette. Mam osiemnaście lat. Wcześniej nie było czasu się przedstawiać. Należę do zwykłej rodziny żyjącej na terenie gildii wilków. Tak, my jesteśmy wilkami. Rodzinne i nieufne stworzenia. Normalnie łagodne. Zazwyczaj atakują w obliczu zagrożenia bądź głodu. Według mnie są wspaniałe. Nawet gdyby osobnik tego gatunku próbował mnie zabić i tak z wielkim bólem serca uśmierciłabym go. Jednak, jeszcze żaden z nich nawet do mnie nie podszedł. Ja im bezgranicznie ufam, a one mi. Jednak bez przesady. Ani ja, ani on nie podejdą na odległość mniejszą niż dziesięć metrów.
- Co teraz zrobimy? – przerwał długotrwałą ciszę i jednocześnie moje przemyślenia Timmy.
- Schronimy się tam! – powiedziałam i wskazałam wyrwę w skale. Spokojnie mogliśmy się w niej zmieścić.
    Po drodze udało mi się wyrwać jakiemuś nieboszczykowi zapalniczkę, więc będzie jak rozpalić ogień. Przydałoby się tylko drewno.
- Wchodź Timmy! Ja pozbieram drewno. – powiedziałam, ale w tej samej chwili uświadomiłam sobie, że samego go tam nie wpuszczę. Więc przytrzymałam go za ramie. - Wiesz, jednak chodź ze mną. – powiedziałam i lekko go pociągnęłam.
- Ale mi się chce spać. Wędrowaliśmy cały dzień. – Narzekał. W sumie to miał racje. Miał prawo być zmęczonym, ale nie miałam zamiaru zostawiać go samego.
- Czekaj… - powiedziałam i jednym ruchem wzięłam w rękę kilka pierwszych lepszych patyków i kamieni – Jutro znajdę coś lepszego.
    Uśmiechnęłam się, chodź rzadko mi się to zdarzało. Do pieczary pierwszy wszedł Timmy. Ja zaraz za nim. Zauważyłam, że… w jamie jest ktoś jeszcze.
    Gwałtownie stanęłam. Objęłam Timmy’ego obiema rękoma i przycisnęłam do siebie. W rogu stała drobna, niewielka dziewczyna o przyjemnym wyrazie twarzy. Posiadała długie, lekko falowane włosy, zielone oczy i niewiele piegów na twarzy. Ubrana była w błękitną, falistą  koszulkę i wygodne jeansy.
- Mogę znać twoje imię? – zapytałam pierwsza i przełknęłam ślinę.
- Jestem Alice. – przedstawiła się.
- Ja jestem Colette .A to jest Timmy.
- Jesteś smokiem? – spytała niepewnie.
- Nie. Nigdy bym do nich nie przystąpiła. - Prędzej po moim trupie. Ale jako umarlak na nic im się nie przydam.
- To dobrze. – Alice wyraźnie odetchnęła.
    Chwilę jeszcze stałyśmy przed sobą i oglądałyśmy się nawzajem. Nie wyglądała na osobę, która umie kłamać. Prawdopodobnie była w moim wieku.
- Skoro nie jesteś Smokiem, to kim? – spytałam w końcu.
- Wilkiem. – odparła.
- To witaj w drużynie – uśmiechnęłam się. W głębi duszy ucieszyło mnie to, że ktoś oprócz nas przetrwał. Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Zwykły uśmiech to u mnie dość dużo. Nie było potrzeby na skakanie z radości czy coś w tym stylu. Po chwili podałam dłoń nowopoznanej dziewczynie – Im nas więcej przeżyło tym lepiej. Timmy, usiądź obok. – dodałam i stanęłam przed nimi.
    Może jestem zbyt ufna? Skąd mogę wiedzieć, że ona nie próbuje nas oszukać. Spojrzałam na nią i zacięłam się. W każdym razie przecież mam broń. Ale na razie potrzeba nam więcej osób. Przecież nic nie zrobimy w dwójkę. W sensie ja i Timmy. Zwłaszcza, że on nie skończył nawet tych czternastu lat.
    Wyjęłam zza pasa mały sztylet i obejrzałam go dokładniej. Jest dość ostry, żeby zabić, więc na pewno się przyda.
- Macie jakąś broń? Timmy, ty chyba dostałeś ode mnie sztylet. Podobny do mojego. – powiedziałam i spojrzałam na małego.
- Tak. Trzymam go za pasem, tak jak ty. – oświadczył i wyjął go.
- Ja nic nie mam. – odparła dziewczyna i spojrzała na mnie.
    Zdjęłam z ramienia małą torbę i zaczęłam w niej grzebać. Noszę ją zawsze i wszędzie. Raczej nie widziałam potrzeby opowiadania o niej. Jest mała, skurzana i ma kilka łat. Miałam ją na ramieniu już siedząc na murach. Należała do mojego brata, ale on chciał ją wyrzucić. Tylko dlatego, że dostał nową. Ja jestem trochę sentymentalna. Dlatego dotąd jej nie wyrzuciłam. Wyjęłam z niej mały nóż. Niestety tylko tyle miałam. Podałam go nowej towarzyszce.
- Tylko tyle mam. Na razie musi ci wystarczyć.
- Może być. Dzięki. – odpowiedziała krótko.
- Trzeba oszacować ile nas najprawdopodobniej zostało. – zaczęłam – Jestem ja, wy, najprawdopodobniej mój brat….
- Em… Colette? – zaczął Timmy i spojrzał na mnie zza opadającej mu na twarz grzywki. Uspokoił nogi, którymi jeszcze przed chwilą machał w tą i z powrotem. – Co z moimi rodzicami? Nie odpowiedziałaś mi.
    Podeszłam do niego i klęknęłam przy półce. Złapałam go rękami za ramiona. Spojrzałam na niego i zrobiło mi się go okropnie żal. Te ukłucie w sercu, że nie mogłam nic zrobić. Przecież gdybym szybciej się zorientowała. Gdybym nie siedziała na tym głupim murze tylko przed domem, to… może bym ich uratowała. Ale, przecież mogli przeżyć, prawda? Podobno wszystko jest możliwe… Szkoda tylko, ze ja w to nie wierzę…
- Wiesz Timmy… - spróbowałam zacząć – Nie każdy… Nie każdy mógł przeżyć – załamał mi się głosi spojrzałam w jego wielkie, zwykle wesołe oczka. Tym razem widziałam w nich tylko smutek. Nic więcej. Żadnych innych uczuć. Żadnego żalu, złości. Tylko najzwyklejszy smutek. Tak banalne uczucie, a tak często spotykane. I tak przeze mnie znienawidzone…
- Rozumiem. – Timmy spuścił głowę i wydaje mi się ze łza wypłynęła z jego oka.
    Chwilę przy nim siedziałam. Odgarnęłam jasne włoski z jego małej twarzyczki.
- Wszystko będzie dobrze. Jestem z tobą, a teraz jest też Alice. – powiedziałam i powoli odeszłam na drugi kraniec niewielkiej jamy. Położyłam się kierując oczy ku sufitowi - Powinniśmy już iść spać. Dobranoc.
    Reszta chyba też położyła się spać. Pół nocy tylko leżałam i patrzyłam się w sufit myśląc czy mój brat, albo rodzice Timmy’ego przeżyli. O Alice mało wiem. Jest po mojej… Naszej stronie i lubi wilki tak jak ja. Zaraz! Mój kot! Gwałtownie poderwałam się do pozycji siedzącej. Wyjrzałam zza wyrwy. Rozjaśniało się, więc obudziłam towarzyszy. Wyjrzałam jeszcze raz. Usłyszałam coś w krzakach.
- Cicho! – szepnęłam i przyglądałam się owym krzakom.
    Chwilę później w moją stronę skoczył kot. I to nie byle jaki kot! To była kotka! Annabel! Zaraz za nią zza krzaków wyskoczyli ludzie uzbrojeni w miecze. Nie wyglądali na naszych. Widać było, że to Smoki. Ich żołnierze mieli podcięte włosy. Mój ojciec nie uznawał takich rzeczy za niezbędne. Muszę przyznać, że też mi się to nie podoba. Odruchowo schowałam się za rogiem, ale ich rozmowę słyszałam bardzo wyraźnie.
- Zostaw go! Po co ci ten kot?! – zaczął jeden z nich. Miał gruby męski głos.
- Przecież dowódca kazał nam go złapać!
- Powiemy, że spadł ze skarpy, czy coś w tym stylu! – Ściszył głos.
- Ale… Dobra! Chodźmy!
    Usłyszałam kroki, więc pewnie już poszli. Za bardzo to się nie postarali. Spojrzałam w stronę kota i przez chwilę jeszcze stałam w bezruchu. Obejrzałam go od stóp… to znaczy od łap do głów. Tak, na sto procent to była Ann. Moja mała Ann! No dobra może nie taka mała. Była spora, zwinna i niebiesko-szara. To w połowie Kot Rosyjski Niebieski, a w drugiej połowie jakieś coś. Podeszłam do niej i przytuliłam z całej siły. Kotka tego nie lubiła i przeciągle miauknęła. Puściłam ją i zaśmiałam się, a ta położyła się w kącie. W tym momencie podbiegł Timmy i przytulił kotka. Ta dała za wygraną i najzwyczajniej nie reagowała.
- Cześć Ann! – odparł młody i uśmiechnął się.
    Annabel gdy tylko się uwolniła podeszła do Nicol. Obwąchała ją i usiadła w kącie. Zaśmiałam się i spojrzałam na nową znajomą.
- To mój kot. – powiedziałam z uśmiechem.
Niby rzadko się uśmiecham, ale tego do uśmiechania nie zaliczajcie… tylko do cieszenia się. Poza tym jak Ann jest obok zawsze się uśmiecham. No chyba, że coś jej się stało, ale to już się rzadko zdarza. Spojrzałam na „sufit” groty.
- Nie możemy tu cały czas siedzieć. Musimy coś jeść. – oznajmiła Nicol i miała racje. Cały dzień spędzony w grocie to zmarnowany dzień.

niedziela, 20 lipca 2014

Mała reklama xD

No Hej!

Ostatnio nie mam co wstawiać, ale tworzę nowe forum:






Oto bannerki :D

Adres to http://justlife.laa.pl/

Dziękuje za uwagę! xD

niedziela, 13 lipca 2014

Nie mam pomysłu na temat! ;-;

Znowu hej!

I jak wam się podobają takie zdjęcia co są na górze hodowli, na Virtual Breeder i Elevage Animal?


Virtual Breeder


No i Eleage Animal

To wszystko, więc papatki! :D

Banner Bloga! :D

Hejoo!

Oto nasz nowy banner:


I jak wam się podoba?
Piszcie w komentarzach! :D

SOOORRRYYY!

Wiem, że długo nic nie wstawiałam, ale czasu i weny brakowało.
Nadal weny brak, ale wstawie miejsca gdzie można mnie znaleźć:

Fora:


Jedno z ulubionych for

Virtual Breeder - Vicky
http://www.virtualbreeder.laa.pl/index.php


Moje forum, ale ostatnio jest jakiś błąd, który powinien być niedługo naprawiony.

Just Life - Janette
http://www.justlife.aaf.pl/


Blog przyjaciółki

Kolorowe Inspiracje Azalei - Lisek PlayGames
http://colour-inspirations.blogspot.com/


Moje forum

Horses and People - Astra, Milene
http://www.horses-and-people.aaf.pl/

PS. To, że ma ono ten sam temat co Orchard to nie znaczy, że to kopia!


+

Youtube - Lisek PlayGames

Dopiero rozpoczęte forum, które nie ma jeszcze wymiany:
Elevage Animal -  Milene
http://elevageanimal.feen.pl/index.php

I moja strona na facebook'u:
https://www.facebook.com/Lisekplaygames?ref_type=bookmark

Dzięki za uwagę! Pa! :D